O studiowaniu po angielsku

O studiowaniu po angielsku

Cześć!

Chciałabym się dzisiaj podzielić z Wami moimi przemyśleniami o studiowaniu po angielsku. Szczęśliwie pierwsza sesja już za mną, więc warto byłoby zrobić krótkie podsumowanie tego pierwszego akademickiego semestru.

Jestem studentką kierunku Economics and IT Applications. Sama nazwa brzmi całkiem poważnie, ale będąc częścią tego środowiska mogę powiedzieć, że to tylko tak groźnie brzmi. Przynajmniej na razie. Pójście na studia w języku angielskim na samym początku wydawało mi się bardzo irracjonalne i tak naprawdę byłam przekonana, że nie dam sobie rady. Pierwszy raz o tym kierunku dowiedziałam się już w pierwszej klasie liceum i już wtedy zwróciłam na niego uwagę. Wydawał się znacznie ciekawszy niż "zwykła" ekonomia, a nie wiedziałam, co innego mogę robić po kierunku matematyczno-technologicznym. Trzy lata minęły bardzo szybko, moje plany nieco się zweryfikowały. Z różnych powodów nie mogłam wyjechać do ukochanej Warszawy ani Łodzi i takim oto sposobem zostałam w Szczecinie przed trudnym wyborem kierunku studiów. Ostatecznie wybrałam trzy, oprócz EITY (taki ładny skrót mojego kierunku ;) brzmi prawie jak elita ;) ) złożyłam papiery na gospodarkę nieruchomościami i kierunek ekonomiczno-prawny. Wybór tych trzech już był dla mnie bardzo trudny, bo nigdy nie miałam bardzo sprecyzowanych moich marzeń, jeśli chodzi o przyszłą pracę, a wybór tego właściwego był jeszcze trudniejszy. W końcu zdecydowałam się na kierunek angielski tylko ze względu na to, że będą tam też studiować osoby z zagranicy, a ja powiększę moją listę znajomych o takie międzynarodowe kontakty. I wiecie co? Przeliczyłam się!

Moją główną motywacją była możliwość nowych kontaktów, ale okazało się, że druga strona wcale nie jest spragniona znajomościami z nami. Przynajmniej tak jest u mnie na wydziale. Erasmusy wolą trzymać się ze sobą, a każda próba połączenia nas, nawet przez wykładowców (!), kończyła się niepowodzeniem. W moich grupach zawsze trafiałam na ludzi, którym wszystko było obojętne, albo oni nigdy nic nie wiedzieli, przez co ta komunikacja była naprawdę trudna. Na szczęście nie zraziłam się tym i teraz działam w organizacji, która pomaga ludziom na Erasmusie w Szczecinie i ich stosunek do nas jest całkowicie inny. Mam wrażenie, że są dla nas znacznie milsi, biorą udział w różnych wydarzeniach, które dla nich organizujemy, a co najważniejsze naprawdę między tymi ludźmi zaczynają nawiązywać się przyjaźnie. Ja tak naprawdę poznam wiele osób, które przyjadą na semestr letni, ale kiedy patrzę na moich znajomych, którzy znaleźli tutaj swoją miłość i nie jest to przelotny romans, bo trwa już ponad 2 lata, to naprawdę zaczynam wierzyć w ludzi i cieszę się, że jestem na EICIE, bo w innym przypadku nie odważyłabym się zaaplikować do tej organizacji.

Zanim zaczęłam studiować bałam się, że nie zrozumiem nic, co mówi do mnie wykładowca, że będę musiała być skupiona cały czas trwania wykładu. Nic bardziej mylnego! Trzeba pamiętać, że nasi wykładowcy to też ludzie, robią masę błędów, a czasem ich poziom angielskiego jest znacznie niższy niż nasz. Będąc Polką, mam naprawdę wielkie szczęście, bo jeśli czegoś naprawdę nie rozumiem, mogę się spytać po wykładzie, czy na konsultacjach po polsku i otrzymam jasną odpowiedź. Większość wykładowców jest Polakami, przynajmniej tak było w tym semestrze, więc język nie był żadną przeszkodą. Co więcej, po pewnym czasie chodzenia na zajęcia, zauważyłam, że mogę robić dwie rzeczy jednocześnie i nadal będę skupiona na tym, co mówią wykładowcy. Naprawdę, z początku wydawało mi się to niemożliwe, ale teraz z upływem czasu wiem, że wszystkiego idzie się wyuczyć.

Każdy mój znajomy, gdy dowiaduje się, że studiuję po angielsku zadaje mi pytanie jak sobie radzę na zaliczeniach i egzaminach. I tutaj muszę  powiedzieć, że jest znacznie łatwiej niż sądziłam. Na egzaminy mamy znacznie mniej nauki niż kierunek polski, bo nie mam literatury, więc cały egzamin oparty jest na wiadomościach z wykładów, różnych prezentacjach i tyle. Bardzo polubiłam też pisać prace po angielsku. Mam wrażenie, że można w nich sobie pozwolić na więcej, bo na przykład w Stanach Zjednoczonych prace naukowe pisze się inaczej niż w Polsce. Często mają znacznie luźniejszy charakter. Tak samo nasi wykładowcy nie są od sprawdzania gramatyki, ale od ogólnej treści eseju, więc wiadomo zawsze staramy się, aby praca była jak najbardziej poprawna gramatycznie, ale najważniejsza jest część merytoryczna i własna opinia.

Na koniec tylko dodam, że polecam wszystkim studiowanie po angielsku, to naprawdę bardzo rozwija i na razie nie żałuję, że ostatecznie zdecydowałam się na studia, które z pozoru wydawały się znacznie trudniejsze. Napiszcie w komentarzach, jak wy wspominacie studia, co studiujecie :) Przepraszam, że ten dzisiejszy wpis to sam tekst, ale czułam potrzebę podzielenia się z Wami moimi przemyśleniami :)

Powodzenia dla wszystkich, którzy jeszcze są w trakcie sesji, jak i dla tych, którzy będą pisać poprawki, na pewno sobie dobrze poradzicie! :)


Copyright © 2014 Chwila radości , Blogger